Aktualności

Informacja

Strona znajduje się w archiwum.

36-latek odpowie za kradzieże

Data publikacji 30.06.2016

Policjanci białostockiej patrolówki zatrzymali nad ranem mężczyznę podejrzewanego o usiłowanie kradzieży opony z zakładu wulkanizacyjnego. Dodatkowo, dzięki ustaleniom mundurowych z Komisariatu Policji IV w Białymstoku wyszło na jaw, że najprawdopodobniej to nie jedyny taki czyn na koncie 36-latka. Łączne starty to 2300 złotych. Teraz postępowaniem zatrzymanego zajmie się sąd.

Dzisiaj nad ranem, około godziny 4.00, dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku został powiadomiony, że ktoś usiłował ukraść opony z jednego z podmiejskich zakładów wulkanizacyjnych. Jednak właściciel warsztatu spłoszył złodzieja, ale zapamiętał markę pojazdu, którym ten odjechał. Na miejsce natychmiast skierowani zostali policjanci wydziału patrolowo – interwencyjnego, którzy po krótkiej rozmowie ze zgłaszającym rozpoczęli poszukiwania opisanego forda. Chwilę później, na jednym z osiedli, funkcjonariusze zauważyli taki właśnie zaparkowany samochód. Auto miało jeszcze ciepły silnik, ale nikogo w nim nie było. Mundurowi przypuszczali jednak, że kierowca pojazdu niedługo wróci i ponownie będzie próbował okraść ten sam zakład. W związku z tym policjanci ukryli się w rejonie wulkanizacji i obserwowali warsztat. Podejrzenia funkcjonariuszy okazały się trafne, gdy już po kilku minutach nieopodal zaparkował znany już im ford. Mundurowi od razu zatrzymali jego kierowcę. Ten jednak na początku twierdził, że przyjechał do kolegi. Dopiero po pewnym czasie przyznał się, że niedawno próbował ukraść z zakładu opony, ale został spłoszony. Dodatkowo, zajmujący się tą sprawą policjanci z Komisariatu Policji IV w Białymstoku ustalili, że 36-latek ma najprawdopodobniej także związek z dwoma wcześniejszymi kradzieżami, do których tam doszło. Wtedy to sprawca, najpierw w grudniu ubiegłego roku ukradł 8 opon wartych blisko 800 złotych, a potem w maju kolejnych 12 opon i 2 felgi o wartości około 1,5 tysiąca złotych. Teraz policjanci wyjaśniają okoliczności tych zdarzeń, a o dalszym losie 36-latka zadecyduje sąd.

Powrót na górę strony